other
Ruth La Ferla / New York Times
08.08.2012

Pin-up Uszlachetniony

Wy­sty­li­zo­wa­ne "re­tro-ci­zie" z mło­de­go po­ko­le­nia spra­wia­ją, że wi­ze­ru­nek ame­ry­kań­skiej dziew­czy­ny z ka­len­da­rza staje się sym­bo­lem mod­nej ko­bie­co­ści.

Jolie Clif­ford jest dziec­kiem lat 90., de­ka­dy Star­buck­sa, Ni­rva­ny i he­ro­ino­we­go szyku lan­so­wa­ne­go przez wy­mi­ze­ro­wa­ne mo­del­ki po­kro­ju Kate Moss. Takie kli­ma­ty nigdy jed­nak jej nie po­cią­ga­ły.

21-let­nia Clif­ford, która nie­daw­no skoń­czy­ła stu­dia i zaj­mu­je się fo­to­gra­fią ar­ty­stycz­ną, wspo­mi­na, że już w szko­le śred­niej nie prze­pa­da­ła za po­pu­lar­ną w jej po­ko­le­niu ane­micz­ną es­te­ty­ką. Za­wsze wo­la­ła bar­dziej zmy­sło­wy styl.

Od­kry­ła to pew­ne­go dnia, kiedy szpe­ra­jąc w koszu na śmie­ci zna­la­zła sfa­ty­go­wa­ny eg­zem­plarz "Play­boya" z lat 50. W środ­ku zo­ba­czy­ła zdję­cia naj­po­pu­lar­niej­szej wów­czas "dziew­czy­ny pin-up", Bet­tie Page, z cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi, uma­lo­wa­ny­mi na wi­śnio­wo usta­mi i grzyw­ką jak u małej dziew­czyn­ki.

– Wiem, że w la­tach 50. jej zdję­cia ucho­dzi­ły za por­no­gra­ficz­ne, ale dziś wy­glą­da­ją na­praw­dę gu­stow­nie – mówi Clif­ford. – Za­chwy­ci­ło mnie ich pięk­no.

W hoł­dzie dla swej nowej idol­ki Jolie przy­cię­ła swoją grzyw­kę i na­ma­lo­wa­ła sobie tu­szem do kre­sek "kocie oczy". Za­czę­ła nosić spodnie capri z wy­so­ką talią, spód­nicz­ki z koła i topy bez rę­kaw­ków z od­kry­ty­mi ple­ca­mi – ma­ni­fe­stu­jąc tym samym przy­na­leż­ność do sub­kul­tu­ry skła­da­ją­cej się głów­nie z mło­dych ko­biet, które lubią kwa­śne kok­taj­le, gi­ta­ro­wą mu­zy­kę w stylu roc­ka­bil­ly i wcale nie wsty­dzą się krą­głych kształ­tów.

Dziew­czy­ny te przy­po­mi­na­ją bar­dziej sy­re­ny niż ete­rycz­ne zjawy. Za­da­ją szyku – a za­ra­zem po­pra­wia­ją swoje sa­mo­po­czu­cie – sty­li­zu­jąc się na współ­cze­sne wcie­le­nia Bet­tie Page. "Re­tro-ci­zie" z mło­de­go po­ko­le­nia, takie jak Katy Perry czy Lana Del Rey, pod­nio­sły wi­ze­ru­nek ame­ry­kań­skiej dziew­czy­ny z ka­len­da­rza do rangi em­ble­ma­tu mod­nej ko­bie­co­ści.

Styl pin-up, nie­gdyś za­peł­nia­ją­cy stro­ni­ce cza­so­pism o su­ge­styw­nych ty­tu­łach ta­kich jak "Wink" czy "Ey­eful", wy­ewo­lu­ował do po­sta­ci "przy­ja­znej ko­bie­tom tra­we­sta­cji daw­nej, nie­zbyt przy­ja­znej ko­bie­tom es­te­ty­ki" – wska­zu­je Jim Lin­der­man, eks­pert od po­pkul­tu­ry, który na swym blogu "Vin­ta­ge Sle­aze" ana­li­zu­je jej bar­dziej ob­sce­nicz­ne wy­two­ry. Mi­ło­śnicz­ki tego stylu "zmie­ni­ły jego wy­dźwięk z ne­ga­tyw­ne­go w po­zy­tyw­ny i zbu­do­wa­ły wokół niego swego ro­dza­ju markę".

Ty­po­we ele­men­ty gar­de­ro­by pin-up robią fu­ro­rę na kam­pu­sach uczel­ni. – Ten trend coraz bar­dziej rzuca się w oczy – przy­zna­je Ze­phyr Ba­si­ne, re­dak­tor­ka Collegefashion.​net, two­rzo­ne­go przez stu­dent­ki bloga, który ostat­nio pre­zen­to­wał wią­za­ne na węzeł ko­szu­le, bi­ki­ni w gro­chy i ma­ry­nar­skie spodnie. – W od­czu­ciu dziew­czyn, które do­ra­sta­ły w cza­sach, gdy ide­ałem pięk­na były opa­lo­ne spray­em, wy­chu­dzo­ne mo­del­ki, ten styl jest świe­ży i ory­gi­nal­ny, a wręcz re­wo­lu­cyj­ny.

Ta na­pę­dza­na no­stal­gią moda za­czy­na do­pie­ro osią­gać apo­geum. Istot­ną rolę od­gry­wa­ją współ­cze­sne se­ria­le uka­zu­ją­ce złotą epokę pin-up, cho­ciaż­by "Pan Am" i "Magic City", filmy ("Mój ty­dzień z Ma­ri­lyn"), stro­ny in­ter­ne­to­we, wy­sta­wy fo­to­gra­ficz­ne, kam­pa­nie re­kla­mo­we oraz mo­do­we ak­ce­so­ria, na­wią­zu­ją­ce do ery se­da­nów z "płe­twa­mi" i po­nęt­nych dziew­cząt w ską­pej bie­liź­nie.

Wiel­bi­cie­le tych kli­ma­tów mają do dys­po­zy­cji bo­ga­ty kul­tu­ro­wy skar­biec, mię­dzy in­ny­mi al­bu­my z ilu­stra­cja­mi ar­ty­stów z po­ło­wy XX wieku ta­kich jak Al­ber­to Var­gas i Geo­r­ge Petty, oraz fo­to­gra­fia­mi Irvin­ga Klaw i Bunny Yeager. Au­to­por­tre­ty Yeager oraz zdję­cia Page jej au­tor­stwa są dziś bar­dzo po­szu­ki­wa­ne przez ko­lek­cjo­ne­rów.

– Za­in­te­re­so­wa­nie ki­czo­wa­tą, mięk­ką por­no­gra­fią z lat 50. i 60. jest coraz więk­sze – twier­dzi Brian Wal­lis, głów­ny ku­stosz In­ter­na­tio­nal Cen­ter of Pho­to­gra­phy w Nowym Jorku. Zda­niem Wal­li­sa trend ten do­ty­czy "nie tylko krę­gów wta­jem­ni­czo­nych, ale i kul­tu­ry jako ca­ło­ści. Świad­czą o tym na­głów­ki w pra­sie co­dzien­nej, a także ob­raz­ki ma­so­wo ścią­ga­ne na ko­mór­ki oraz iPady".

Utrzy­ma­ne w sty­li­sty­ce pin-up fo­to­gra­fie – na przy­kład sesja Law­ren­ce’a Schil­le­ra z Ma­ri­lyn Mon­roe w czerw­co­wym "Va­ni­ty Fair", czy też wy­sta­wa w Ste­ven Ka­sher Gal­le­ry w Chel­sea – stały się punk­tem od­nie­sie­nia wielu kam­pa­nii mar­ke­tin­go­wych. Guess wy­ko­rzy­stał fo­to­sy i fil­mi­ki z so­bo­wtó­ra­mi Mon­roe au­tor­stwa Ellen von Unwerth, Louis Vu­it­ton i Ugg pre­zen­tu­ją skąpo odzia­ne ślicz­not­ki na plaży, Co­ca-Co­la zaś po­pro­si­ła Jeana Paula Gaul­tie­ra o za­pro­jek­to­wa­nie spe­cjal­ne­go ko­ron­ko­we­go gor­se­tu, ma­ją­ce­go uwy­dat­nić kul­to­we kształ­ty bu­tel­ki die­te­tycz­nej coli.

Współ­cze­sne dziew­czy­ny z ka­len­da­rza or­ga­ni­zu­ją nawet warsz­ta­ty, na któ­rych uczą sztu­ki zmy­sło­we­go po­zo­wa­nia. Bet­ti­na May, ar­tyst­ka bur­le­sko­wa, która ofe­ru­je taki kurs w Nowym Jorku, twier­dzi, że za­pi­su­ją się na niego głów­nie młode matki pra­gną­ce spra­wić sobie fraj­dę, jak rów­nież za­pra­co­wa­ne, nie­za­leż­ne ko­bie­ty, takie jak praw­nicz­ki czy me­ne­dżer­ki fun­du­szy. May wska­zu­je, że trak­tu­ją one po­zo­wa­nie do roz­ne­gli­żo­wa­nych zdjęć jako formę in­sce­ni­za­cji – zu­peł­nie, jakby chcia­ły po­wie­dzieć swemu męż­czyź­nie: "Spójrz na mnie na tych słod­kich zdję­ciach. Gram rolę ule­głej, a ty da­jesz się na­brać, bo tak na­praw­dę to ja tu rzą­dzę".

Ta sama fa­scy­na­cja prze­ło­ży­ła się na wysyp in­ter­ne­to­wych skle­pów sprze­da­ją­cych zdję­cia retro, wi­ny­lo­we płyty oraz współ­cze­sne ad­ap­ta­cje stro­jów z po­ło­wy ubie­głe­go wieku. Na Pi­nu­pLi­fe­sty­le, por­ta­lu sku­pia­ją­cym różne skle­py in­spi­ru­ją­ce się es­te­ty­ką pin-up, co mie­siąc re­je­stru­je się około 14 ty­się­cy użyt­kow­ni­ków, w więk­szo­ści osób w oko­li­cach dwu­dzie­ste­go roku życia.

Bet­tie Page Clo­thing, in­ter­ne­to­wa sieć odzie­żo­wa, która pro­wa­dzi także punk­ty sprze­da­ży w róż­nych mia­stach od Miami po Santa Bar­ba­ra, za­ro­bi­ła w tym roku 15 mi­lio­nów do­la­rów na swych su­kien­kach kok­taj­lo­wych, szor­tach i ko­stiu­mach ką­pie­lo­wych. Jan Gla­ser, wła­ści­ciel firmy, zdra­dza, że jego klient­ka­mi są głów­nie ko­bie­ty w wieku po­ni­żej 35 lat. – To pro­duk­ty ni­szo­we, ale jest to nisza o opty­mal­nej wiel­ko­ści – wska­zu­je. – Gdyby moda ta stała się zbyt po­pu­lar­na, wiele osób by się znie­chę­ci­ło. Te młode damy lubią ma­ni­fe­sto­wać swą wol­ność i nie­za­leż­ność.

Nie­któ­re dziew­czy­ny mają tak wiel­ką ob­se­sję na punk­cie ide­al­nych kształ­tów retro rodem z roz­kła­dów­ki, że noszą spe­cjal­ne pasy wy­szczu­pla­ją­ce dla pa­cjen­tek po li­po­suk­cji.

Na­ta­sha Var­gas-Co­oper, kry­tyk po­pkul­tu­ry i au­tor­ka książ­ki "Mad Men Unbut­to­ned: A Romp Thro­ugh 1960s Ame­ri­ca", oce­nia, że mi­ło­śnicz­ki zmy­sło­we­go stylu, su­kie­nek z talią osy i szpi­lek na plat­for­mach pod­kre­śla­ją swą ko­bie­cość z przy­mru­że­niem oka – wy­sy­ła­ją sy­gnał "je­stem sek­sow­na", ale w cu­dzy­sło­wie. Zda­niem Var­gas-Co­oper na­śla­do­wa­nie ar­che­ty­po­wej dziew­czy­ny z ka­len­da­rza "po­zwa­la wy­glą­dać ko­bie­co, a nie jak mała dziew­czyn­ka z ku­cy­ka­mi i fal­ban­ka­mi. Wy­so­kie ob­ca­sy i poń­czo­chy to z za­sa­dy ze­staw dla do­ro­słych".

Można też uznać go za prze­jaw fał­szy­wej skrom­no­ści, przy­naj­mniej we­dług dzi­siej­szych stan­dar­dów. Na wio­sen­nych po­ka­zach Ja­so­na Wu, Anny Sui oraz Dolce & Gab­ba­na mo­del­ki pa­ra­do­wa­ły w ko­stiu­mach ką­pie­lo­wych z wy­so­kim sta­nem, bie­liź­nia­nych szor­tach i su­kien­kach na ra­miącz­kach, tak grzecz­nych, że wręcz trą­cą­cych pru­de­rią. W nie­daw­nych nu­me­rach "Vogue", "Al­lu­re" i "W" po­ja­wi­ły się po­dob­ne sty­li­za­cje: po­god­ne, pełne ja­skra­wych ko­lo­rów zdję­cia pin-up, mo­do­we od­po­wied­ni­ki ka­lo­rycz­nych sło­dy­czy.

Jest to wyraz coraz sil­niej­szej no­stal­gii za "bar­dziej nie­win­ny­mi cza­sa­mi, kiedy sek­su­al­ność nie była przed­sta­wia­na w tak wul­gar­ny i na­chal­ny spo­sób", twier­dzi Edward En­nin­ful, szef dzia­łu mody i stylu cza­so­pi­sma "W". – Lu­dzie za tym tę­sk­nią".

En­nin­ful, który był jed­nym z po­my­sło­daw­ców po­nu­re­go, lekko ma­ka­brycz­ne­go hołdu dla Bet­tie Page w mar­co­wym "W", mie­siąc póź­niej przy­go­to­wał ko­lej­ną sesję, z po­nęt­ną Jes­si­cą Biel wy­cho­dzą­cą z ba­se­nu i po­zu­ją­cą z roz­ło­żo­ny­mi no­ga­mi na szez­lon­gu. – Pro­si­ła, że­by­śmy po­ka­za­li jej kształ­ty bez re­tu­szu – opo­wia­da. – Chcia­ła w ten spo­sób po­wie­dzieć na­szym czy­tel­nicz­kom: "Ko­bie­ta ma prawo mieć krą­głą fi­gu­rę".

Prze­sła­nie to nie­któ­rym może wydać się ra­dy­kal­ne, choć wiel­ce krze­pią­ce. Na­wią­za­nia do stylu pin-up "to w pew­nym sen­sie bunt prze­ciw współ­cze­snym wa­bi­kom na męż­czyzn", uważa Ba­si­ne. – Pin-upo­we ob­raz­ki z lat 40. i 50. wy­glą­da­ją bar­dzo sub­tel­nie i ele­ganc­ko w po­rów­na­niu z opa­le­ni­zną w sprayu, im­plan­ta­mi pier­si i wy­chu­dzo­ny­mi cia­ła­mi dzi­siej­szych mo­de­lek pre­zen­tu­ją­cych bie­li­znę.

Nie mó­wiąc już o es­te­ty­ce dmu­cha­nej lalki, lan­so­wa­nej przez cza­so­pi­sma ero­tycz­ne i stro­ny por­no­gra­ficz­ne w in­ter­ne­cie. – Współ­cze­sny "Play­boy" jest obrzy­dli­wy – mówi 23-let­nia no­wo­jor­ska ar­tyst­ka Ni­co­le Aiel­lo. – Wszyst­ko jest re­tu­szo­wa­ne, a dziew­czy­ny są strasz­nie chude i mają wiel­kie pier­si. Ja wolę styl Rity Hay­worth – do­da­je Aiel­lo, która nosi ubra­nia w lam­par­cie wzory, brwi ma­lu­je ciem­ną kred­ką, a usta krwi­sto­czer­wo­ną szmin­ką. Uważa, że taka es­te­ty­ka jest "szy­kow­na, a za­ra­zem nie­prze­sad­nie ero­tycz­na".

– Dzię­ki temu wy­glą­dam doj­rza­le – prze­ko­nu­je. – I wła­śnie na takim wi­ze­run­ku mi za­le­ży. Ku­sze­nie męż­czyzn nigdy jed­nak nie było jej celem. – Ubie­ram się tak dla sie­bie – pod­kre­śla – bo lubię czuć się ładna.

Clif­ford, mi­ło­śnicz­ka Bet­tie Page, od dawna ma ob­se­sję na punk­cie stylu daw­nych gwiazd fil­mo­wych i ar­ty­stek bur­le­sko­wych – po czę­ści dla­te­go, że takie kli­ma­ty wpra­wia­ją ją w dobre sa­mo­po­czu­cie. Stare sa­mo­cho­dy, mu­zy­ka i pin-up to dla niej "te­ra­peu­tycz­ne pro­duk­ty kul­tu­ry. Dla mnie te rze­czy są jak cie­pła koł­der­ka dla dziec­ka".

Clif­ford do­ce­nia jed­nak rów­nież po­wierz­chow­ne wa­lo­ry mody pin-up. – W spód­ni­cy z wy­so­ką talią wy­glą­dasz nieco szczu­plej – mówi. – Top bez rę­ka­wów po­więk­sza tro­chę biust, a kiedy za­ło­żysz buty na wy­so­kich ob­ca­sach – no, wtedy od razu wszyst­ko gra.